|
W dniach 13-15.04 odbyły się (odbyły to dobre słowo) kolejne już targi żeglarskie polyacht (nazwa celowo z małej litery- proszę wybaczyć). W wielu zapowiedziach, a jedną z nich cytuję poniżej można było się spodziewać tym razem naprawdę wiele- wystarczy odczytać... |
...powstać w końcu impreza na miarę możliwości tego miasta porównywalna z innymi, które odwiedzałem w naszym kraju (nie mówiąc o zagranicznych).
Po przejściu w kilkanaście minut wszystkich stanowisk i odbyciu kilku rozmów z wybranymi wystawcami poprosiłem żonę, aby zaczekała z dziećmi, bo ja się przejdę zobaczyć czy na Beniowskiego przez rok nie wystawili czasami jakiejś nowej hali wystawowej i tam właśnie odnajdę serce Polyachtu. Ale niestety żadnej nowej hali nie odnalazłem... . Pierwszy raz nie kupiłem linki, bloczka, żeglarskiego fatałaszka czy gadżetu, bo tak naprawdę, nie było od kogo. Nie zrobiłem żadnego zdjęcia, bo tak naprawdę, nie było czego fotografować. Kawałek namiotu i narożnik hali nr 5 to trochę mało jak na tak prestiżową imprezę. Chwała i wielkie podziękowania tym, którzy przybyli i zobaczyli, ale niestety nie zwyciężyli.
Może ta nowość targów to faktycznie wspaniała impreza, zabawa, goście, szanty, zdobywcy i odkrywcy, piraci i szkolenia. Ale w moim mniemaniu o wielkości targów żeglarskich poza zabawą świadczy również ilość wystawców, metraż zajętej powierzchni wystawienniczej, wymiana kontaktów, doświadczeń, spostrzeżeń, wizytówek, a co się z tym wiąże ilość transakcji kupna-sprzedaży itd.
Niniejsza ocena jest moim subiektywnym odczuciem, które niestety wielu z moich znajomych żeglarzy podziela.
Trochę zniesmaczony, który za rok zaoszczędzi na bilecie rodzinnym.
Pozdrawiam, GZ.
P.S. A-ha!. Przepraszam! Kupiłem na targach teściowej kolorowe szkiełka do jej kryształowego żyrandola.