07.06.2007 -I rodzinny spływ kajakowy -rz. Trzebiocha i Wda
Trzebiocha pokazała "pazur"

Trzebiocha i Wda to dwie rzeki, które dzięki naszemu koledze Sławkowi, a naszym umiejętnościom kajakarskim mogliśmy obejrzeć w pełnej krasie w miniony długi weekend. Zgodnie z przygotowanym przez organizatora planem spotkaliśmy się rano w czwartek we Wdzydzach, skąd ruszyliśmy w umówione miejsce, które jednocześnie miało być początkiem wielkiej przygody.
Wszyscy punktualnie przybyli do zaprzyjaźnionego z kajakarzami gospodarza we wsi Rybaki. Tu czekały na nas przygotowane wcześniej kajaki, a było ich trzynaście. No i już pierwszy problem - trzeba je znieść nad wodę. Kawał drogi. W pierwszej próbie najsilniejsi okazali się Roman i Artur, którzy musieli znieść kajaki dla swych dzieci, kobiet i przyjaciół. Po przygotowaniu sprzętu nastąpiło dobieranie w pary...
Fotorelacja tutaj.

...(już wcześniej ustalone przez organizatora) i tak: Magda płynie z Bożeną, Monika z Julką, Tomek z Maćkiem, Roman z Patrycją, Ania z Patrykiem, Paula z Agnieszką, Basia z Basią, Iwona z Arturem, Wojtek z Oskarem, Fabian z Mariuszem, Radek z Markiem, Maciek z Grzegorzem, a na końcu organizator Sławek z synem Mateuszem. I ruszyliśmy godzina chyba jedenasta. Początek jakże spokojny, powolnym tempem przez jezioro Mielnica; cisza, słońce, plusk wody. Na końcu jeziora malowniczy mostek, a za nim po lewej stronie rodzina łabędzi. Nareszcie odrobina spokoju. Wszyscy zrelaksowani, uśmiechnięci wpłynęli na podobne jezioro Żołnowo. Po lewej widać piękne domki letniskowe, niektóre naprawdę ekskluzywne. Rzeczka uchodzi z jeziorka na lewo pięknym lejem. W tym fragmencie rzeczka jest naprawdę powolna wręcz leniwa, a spokojny nurt sam niesie kajaki. Wszyscy korzystają z pięknej pogody i zażywają kąpieli słonecznych. Po drodze kilka kładek, które zaczynają przysparzać niektórym załogom nieco kłopotów, a wystarczy się schylić. Sposobów ich pokonania zauważyłem sporo. Można by napisać pracę magisterską. W tym odcinku moją szczególną uwagę przykuł pewien kajak z załogą, którą można było rozpoznać po tym, iż załogant i sternik nosili identyczne imiona. Kajak nadmiernie załadowany, o zwiększonym zanurzeniu zaczął zachowywać się nieco dziwnie raz podsterownie, raz nadsterownie, a czym ubywało balastu "wodnego" tym halsował jeszcze bardziej. Kiedy próbowałem nieco doradzić jak ujarzmić kajak na tak rwącej rzece za pomocą dwóch wioseł, usłyszałem, że to nasz pierwszy spływ ale na pewno sobie poradzimy. Cóż było zrobić, popłynąłem dalej. W Grzybowie naprawdę nieprzyjemna przeszkoda metalowy most na lokalnej drodze, którego konstrukcja wisiała jakieś 40 cm nad wodą. Aby się zmieścić należało schować się praktycznie do kajaka. Na szczęście wszyscy dzielnie ją pokonali, choć nie odbyło się bez narzekań, szczególnie płci pięknej, bo było tam też pod spodem trochę robactwa. Dalej rzeczka troszkę zwalnia i rozszerza się. Po lewej stronie stromy zadrzewiony brzeg, a po prawej chyba stawy hodowlane- bo z poziomu kajaka niewiele widać. Wokół krążą kolorowe ważki i motyle. W rzece pływają rybki. Świetna lekcja przyrody dla najmłodszych, bo starszym w takim otoczeniu to co innego w głowie. Znowu kilka kładek i niewielkie problemy z ich pokonaniem. A kawałek dalej ciężka przenoska - Grzybowski Młyn. Kolejna próba dla prawdziwych facetów. Na szczęście mogliśmy skorzystać z uprzejmości pracownika gospodarstwa rybnego, co znacznie skróciło przenoskę, ale kajaki i tak coraz cięższe. Po pokonaniu tej przeszkody i wypłynięciu z gospodarstwa rybnego rzeczka przyspiesza i przynosi szereg niespodzianek w postaci powalonych drzew. Dla takich amatorów jak większość z nas i dodatkowo z dziećmi w kajakach zaczynają się pewne problemy. Na jednej z przeszkód kajak Pauli i Agnieszki przewraca się i przez działanie dość szybkiego nurtu zostaje wciągnięty pod wodę. Dziewczyny nieco przestraszone, ale szybko się pozbierały. Niestety w tym miejscu przewraca się również kajak Ani i Patryka, którzy nie zdołali wyhamować. Na szczęści rzeka w tym miejscu jest płytka. Większość facetów ma swych kajakach małe dzieci i nie sposób ich zostawić dla pomocy przewróconej młodzieży. Na wysokości zadania staje sam Sławek i Panowie z zaprzyjaźnionego spływu, którym za pomoc dziękujemy. Dzięki sprawnej akcji więcej niespodzianek w tym miejscu nie było. Panowie pomogli wyjąć dziewczynom kajak wybrali wodę i popłynęliśmy dalej. Ale to nie koniec przygód, choć poziom adrenaliny już znacznie się podniósł. Kawałek dalej następne powalone drzewo. Tym razem liściaste. Tak gęste, że nie wiadomo, co dzieje się za nim. Ci, co spróbowali przeciąć je po lewej stronie pokonali tą przeszkodę dość spokojnie. Niektórzy zaś jak np. Roman z Patrycją, czy Wojtek z Oskarem próbowali przepłynąć środkiem i ledwo uniknęli przewrotki. W tym odcinku Trzebiocha zaskoczyła chyba wszystkich nie tyle trudnością, co uciążliwością. Jakie było wszystkich uradowanie, kiedy tuż przed Loryńcem wpłynęliśmy na Wdę. Toż to normalnie rozlewisko. Po prawej stronie przed mostem zorganizowaliśmy piknik, trochę dla odpoczynku, trochę dla uspokojenia emocji. Tu pole do popisu miał znany KO Marek, dzięki pomocy kuzynki Basi, zorganizował gry i zabawy dla najmłodszych. Było sporo śmiechu i zabawy. Wszyscy się nieco posilili i ruszyliśmy dalej. Zostało jeszcze parę kilometrów Wdą. Rzeka Wda szczególnie podobała się Basiom, jej szerokość dawała im wręcz nieograniczone możliwości halsowania. Odcinek ten daje spore możliwości odpoczynku, szczególnie duchowego. Malownicze zakola, łąki, lasy. Dość leniwy nurt. I tak aż do jeziora Słupinko. Na samym końcu po lewej stronie jeszcze gospodarstwo rybackie Czarlina z urokliwymi, krytymi strzechą budowlami. Wpływając na Słupinko skręcamy w lewo pod wysoką drewnianą kładką i wpływamy na jezioro Radolne. Ostatni odcinek spływu, ostatnia prosta pod wiatr i jesteśmy w stanicy PTTK we Wdzydzach Kiszewskich, gdzie zaplanowaliśmy metę.
Podsumowując. Było trochę przeżyć, szczególnie dla tych co byli pierwszy raz w kajaku na rzece. Jednak wszyscy dzielnie się spisali, pracowali drużynowo, mimo drobnych przeciwności dotarli do celu osiągając swój wewnętrzny sukces. Myślę, że niedługo wszyscy ten spędzony w kajaku czas będziemy wspominali na wesoło.
Dzięki Szmalec...
Wasz korespondent -Grzegorz Z.

Opis trasy: start miejscowość Rybaki, meta Wdzydze Kiszewskie, całkowita długość ok. 15,5km, czas trwania spływu 7h (w tym ponad godzinna przerwa)