|
No i stało się...W tym roku wyjątkowo wcześnie 52 sezon żeglarski Jachtklubu Portowiec został oficjalnie rozpoczęty. Zgromadzonych na placu pod masztem sztandarowym klubowiczów powitał, w ten piękny sobotni poranek, świeżo upieczony, lekko stremowany członek zarządu ds. sportowych Tomek Szychalewski. no i oczywiście głos oddał Komandorowi Andrzejowi Wątrowiczowi. Po krótkim przemówieniu najmłodsi klubowicze wciągnęli banderę na maszt i oficjalnemu otwarciu stało się zadość. Rozpoczęły się więc gorączkowe przygotowania do regat. Ostatnie "głaskanie" jachtów, instrukcje dla załóg. Niestety, jak się okazało tuż po starcie, więcej wiatru zrobiła owa przedstartowa krzątanina niż zafundowała nam natura. Planowane ... |
...trzy wyścigi zakończyły się jednym, który mimo łaskawości rozstawiających boje, nie był zbyt długi, a trwał ponad dwie godziny. Nie ma jednak czego żałować, żeglarze dzięki aurze mieli sporo czasu na dyskusje o ciężkim żeglarskim życiu, czy przepisach regatowych. Niektórzy korzystając z okazji myli kadłuby, inni integrowali się, szczególnie na bojach zwrotnych, ćwicząc figury pływania synchronicznego ;) Kolejność jachtów w drodze na metę, mimo wszystko, zmieniała się z minuty na minutę diametralnie mimo tego, że minuty płynęły jakoś tak wyjątkowo wolno. Tylko pierwsza pozycja nie była zagrożona i na najwyższym stopniu podium stanęła załoga Warriora dowodzona przez Grzegorza Musielaka. Na drugim miejscu uplasował się jacht Ocean Sails ze skiperem Piotrem Kropidłowskim, a trzecie zajęli, gościnnie przybyli, klubowi przyjaciele z Kamienicy Królewskiej.
Tak potoczyły się zmagania starszych, a wśród "optymiściarzy", którzy niestety startowali w okrojonym do 2 sztuk składzie, o jeden podmuch bryzy szybszy od Artura Ćwiklińskiego był Fabian Polit.
Po ogłoszeniu wyników podanych przez komisję sędziowską, rozdaniu dyplomów, pucharów, medali i nagród rzeczowych miała rozpocząć się, jak tradycja nakazuje, wspólna biesiada. Nasi "Królowie Kiełbasy", do których w tym roku dziarsko dołączył Grzesiu Babraj, wzięli się ostro do pracy. Nakarmili nas wszystkich, ale niestety nie dali rady głodomorom latającym, nad naszymi głowami, w zatrważających ilościach i przedkładającym po stokroć kropelkę krwi nad najlepszą nawet kiełbaskę. Nie było wyjścia, znad wody przenieśliśmy się zatem na tarasy w lesie.
Tańców i zabawy oczywiście nie zabrakło. Wielkich szkód w ludziach i sprzęcie nie stwierdzono. Byłam, widziałam, potwierdzam.
Marta Polit
P.S. W imieniu rzeszy czytelników i sympatyków strony www.portowiec.com bardzo dziękuje Marcie, że dała się namówić, na wsparcie literackie news'ów, miejmy nadzieję, że na dłużej.