31.05.2008 -II Rodzinny spływ kajakowy rz.Wierzyca
Chwilami robił się "korek"

I znów dzięki miłości do wody i zaangażowaniu naszego kolegi Sławka, daliśmy się namówić na II Rodzinny Spływ Kajakowy. Tym razem zdobywaliśmy rzekę Wierzycę. Zdobywaliśmy... to dobre słowo! Bo nie było łatwo...
Uczestników było aż 58, kajaków 31 sztuk ( w tym cztery jedynki)...Myślałam, że w momencie kiedy ci pierwsi ukończą spływ, ci ostatni dopiero zaczną się wodować... Sznureczek żółtych kajaków wyglądał imponująco na wodzie... Trasa według wstępnych obliczeń miała mieć długość 19 km, ale nasz dobry znajomy Karol, nieodłączny przyjaciel GPS-a, zaszokował nas na końcu informacją, że udało nam się pokonać 2 km więcej... Zwodowaliśmy się na ...
Fotorelacja w galerii.

...jeziorze Wierzysko, z którego wpłynęliśmy w korytko Wierzycy. Przywitał nas spokojny nurcik... Meta znajdowała się w Starym Bukowcu. To był nasz cel...bardzo pod koniec spływu dla niektórych upragniony. Plan przewidywał na pewno jedną dużą przenoskę w Nowej Kiszewie... ale nikt nie przewidział kilkunastu innych, które przygotowała nam natura, ale w tych momentach wlaśnie zawsze na posterunku, pojawiali się z pomocną dłonią przy wszelkich trudnościach Tomek "Playboy" z Arturem i Pekin -dziękujemy Panowie!. Rzeka w gruncie rzeczy miała bardzo niski stan wody. Sądząc po obserwacji linii brzegowej mogło być nawet do 50cm mniej ... Szorowaliśmy nieraz wiosłami po dnie koryta, a kajaki niespodziewanie zatrzymywały się na mieliznach.
Ale gdyby stan wody był wyższy, przenosek byłoby drugie tyle! Zwalone w poprzek rzeki gęste drzewa niejednokrotnie uniemożliwiały swobodne przepłynięcie. W najlepszym przypadku przedzieraliśmy się przez gęstwinę gałęzi albo przeciskaliśmy się przez szpary pomiędzy wystającymi z wody pniakami a brzegiem rzeki. W najgorszych jednak sytuacjach należało wyładować się z kajaka i z pomocą innych uczestników przeciągać je przez przeszkodę.
Nikt nie narzekał na nudę! Nikt nie mógł pozwolić sobie na wypuszczenie wiosła z dłoni. Nikt nie dojadł porządnie kanapki, jeśli decydował się na posiłek regeneracyjny w trakcie spływu... Kręte i bardzo wąskie koryto rzeki, zwłaszcza pod koniec trasy, zajęło uwagę uczestników do końca i wyssało wszystkie zapasy sił.
Ale większość stwierdziła, że było bosko! Mimo, iż niektórym udało się zaliczyć wywrotkę, mimo iż przybyliśmy na metę podrapani przez gałęzie, pogryzieni przez komary, oblepieni pajęczynami... i z obolałymi rękoma (ostatnia przypadłość szczególnie u pań).
A największe chyba uznanie należy się najmłodszemu i najstarszemu uczestnikowi imprezy. Ten pierwszy to 5,5-letni Maciej Zagraba, a ten najstarszy - to jego dziadek Roman. Żaden nie narzekał ani przez chwilę, ani w trakcie spływu, ani po! Mało tego... już wspominają o następnym spływie (chyba nawet napomknęli o bieżącym roku...). Tak więc mimo ogromnego wysiłku, to jednak była wielka frajda spotkać się wspólnie na takiej imprezie. Znów poznaliśmy się nawzajem i siebie samych lepiej...
Bardzo dziękujemy Sławkowi za organizację spływu i prosimy o jeszcze (tylko może tym razem jakaś spokojna rzeczka?). No i ogromne podziękowania dla Activitasa za wypożyczenie lekkich wiosełek i sprytnych kajaczków. .
Wasza korespondentka,
Magda Z


Pamietkowe zdjęcie uczestników II Rodzinnego spływu kajakowego.

Trasa spływu: Jezioro Wierzysko<>Stary Bukowiec, długość odcinka 21km