08.08.2009 -Żeglarski Piknik
Piknikowicze, ale i żeglarze

Kiedyś... ...dawno temu organizowane były rejsy klubowe. Wystarczyło jedno hasło, aby w sobotnie popołudnie zjawili się na małą wyprawę miłośnicy rodzinnego pływania. Ze względu na małe dzieci i wartości regatowe niektórych łódek (s/y MIŚ) popłynęliśmy na najbliższą nam wyspę Trupczyn (niegdyś mówili o niej "wyspa miłości"), aby tam uwieńczyć nasz piknik, a przecież o to chodziło.
Żegluga w tamtą stronę minęła nam błyskawicznie, było z wiatrem. Naliczyłem dwie kabinówki, pięć omeg, sławetnego "Misia" pod wodzą niejakiego Lecha B.
Na wyspie czekała już na nas rodzinka Guzińskich zawsze spragnionych i nie tylko żeglarstwa. Wszyscy chcieli zasiąść jak najszybciej do grillowania i dobrego...

piwka (myślę o starszych żeglarzach). Dzieci w odróżnieniu od nas zaspokajały się puszkową colą i słodyczami. Nie wspomnę też o zbiorowej kąpieli większości uczestników wyprawy - największą uciechę miały nasze dziatki, które w kamizelkach pływały na głębokiej wodzie. Jako, że wiaterek sprzyjał droga powrotna tak zwana "halsówa" była dość sympatyczna. Niestety, ale nie dla wszystkich, bo sławetny Miś dohalsował późnym wieczorkiem do zatoki rybackiej, skąd to pomocni zawsze koledzy żeglarze z Tomkiem Sz. na czele zaholowali go wraz załogą do macierzystej przystani w Gołuniu.
Pozdrawiam Grzegorz M.
PS. Myślę, że rejsy rodzinne wejdą na stałe do kalendarza żeglarskiego naszego klubu.